Obywatele się jednak nie poddają.
Od lat wieczór w większości francuskich domów wyglądał podobnie. Podczas kolacji Francuzi oglądali wiadomości. Gdy o 20.35 zaczynały się reklamy, widzowie mieli czas na posprzątanie ze stołu. I o 20.50 mogli spokojnie zasiąść do oglądania filmu lub programu rozrywkowego.
Na ten święty porządek wieczoru zamachnął się prezydent Nicolas Sarkozy. Uznał, że telewizja publiczna musi zacząć się odróżniać od prywatnych. Pierwszy ku temu krok: likwidacja reklam. Zgodnie z przepisami, które przyjęło w grudniu Zgromadzenie Narodowe, a w piątek wieczorem Senat, reklam nie będzie od 20 do 6 rano, a w przyszłości przez całą dobę.
Zmiany wywołały gwałtowną debatę. Opozycja zarzuciła Sarkozy’emu, że chce napełnić kieszenie swych przyjaciół – właścicieli prywatnych kanałów takich jak TF 1 (to największa francuska stacja telewizyjna). Dziennikarze państwowych stacji France 2 i France 3 twierdzili, że nie będą mieli z czego żyć i robić ambitnych programów, bo abonament (dziś 116 euro od telewizora) nie wystarczy.
Zarząd publicznej telewizji zaczął stosować nowe przepisy, zanim jeszcze formalnie weszły w życie. Reklamy przestały być nadawane od 5 stycznia.
W praktyce oznacza to, że programy rozrywkowe rozpoczynają się w publicznych kanałach tuż po wiadomościach. Władze miały nadzieję, że dzięki temu widzowie zaczną chętniej je oglądać. Ale tak się nie stało. – Nasi telewidzowie nie dostosowali się do rozpoczęcia programów o 20.35 we France Televisions, są skłonni posadzić pośladki dopiero o 20.45 – donosi dziennik Liberation. W dodatku inne stacje, jak TF1, w obawie przed utratą widzów zaczynają niektóre programy o kilka minut wcześniej, przed tradycyjną 20.50. Efekt: skołowani widzowie nigdy nie są pewni, kiedy rozpocznie się ich ulubiony program i by tego momentu nie przepuścić… oglądają reklamy. Liberation opublikował rysunek satyryczny, na którym mężczyzna sika do doniczki z kwiatkiem. – No co, nie chcę opuścić początku ! – tłumaczy gapiącej się na niego żonie.
Nie lepiej jest po 22, gdy publiczna telewizja pokazuje programy kulturalne. Widzowie częściej niż dotychczas po prostu wyłączają o tej porze telewizor. – Oto główna konsekwencja rewolucji Nicolasa Sarkozy’ego: Francja chodzi wcześniej spać – ironizuje dziennik.
Tymczasem w parlamencie rozegra się jeszcze jedna batalia o kształt nowej ustawy. Niższa izba zgodziła się na propozycję rządu, że to prezydent będzie powoływał i odwoływał szefów telewizji. Pomysł ten wywołał zarzuty opozycji o „berlusconizację” lub wręcz „putinizację” mediów.
Kontrowersyjny pomysł zablokował Senat. W piątek zadecydował, że na odwołanie szefa TV konieczna będzie zgoda trzech piątych członków odpowiednich komisji parlamentarnych w obu izbach, czyli także opozycji. Senat posłuchał też apeli dziennikarzy i podniósł abonament telewizyjny do 120 euro. Teraz jego poprawkami zajmie się Zgromadzenie Narodowe.
Więcej na http://www.wyborcza.pl