Można wyssać energię z własnego ciała za pomocą urządzenia, które dziś opisują w "Science" amerykańscy naukowcy.
W głodnym energii świecie stale rozglądamy się za nowymi paliwami i oszczędniejszymi technologiami. Zapominamy, że ewolucja wymyśliła wspaniałe maszyny, które bez przerwy produkują ciepło i się poruszają. To żywe stworzenia, także oczywiście my, ludzie. Zjadamy węglowodany i tłuszcze, spalamy je w naszych komórkowych elektrowniach i otrzymujemy energię potrzebną do życia. Ale nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele jej marnujemy.
Pomysły, by wykorzystać choć część z tej naszej osobistej, bezpowrotnie traconej energii wcale nie są nowe. Już 120 lat temu amerykański wynalazca Thomas Edison podłączył furtkę w swoim domu do pompy, która tłoczyła wodę do zbiornika na strychu. Goście wprawdzie trochę skarżyli się, że ciężko się otwiera, ale każdy z nich, wchodząc, uzupełniał zbiornik o 20 litrów.
Od dawna też można kupić wiele urządzeń na korbkę – np. ładowarki do telefonów, radia czy latarki. Firma Sony od zeszłego roku sprzedaje nawet kamery wideo, które można ręcznie ładować, tocząc kółeczkiem po powierzchni lub kręcąc korbką. Wszystkie te gadżety jednak wymagają stosunkowo dużego wkładu pracy i aktywności ze strony użytkownika. Kto ma na to dziś czas i ochotę? W zeszłym roku wziąłem na rodzinne wakacje pod namiotem lampę na korbkę. Przez kilka dni kręciliśmy jak opętani, by rozpraszać mroki nocy. Ale w końcu piekielna maszynka zmogła nawet dzieci. Lampa poszła w kąt, a my po prostu zaczęliśmy wcześniej chodzić spać.
Więcej na http://www.gazeta.pl/