– Choć podobne organizacje od lat z powodzeniem funkcjonują w wielu krajach w Europie i na świecie, zrzeszając od kilkudziesięciu do kilkuset członków i mają wpływ na kształtowanie rynku reklamy zarówno na poziomie narodowym jak i międzynarodowym – wśród firm działających na naszym rynku inicjatywa ta nie spotkała się z zainteresowaniem wystarczającym do realizacji założonych celów – wyjaśnia Roman Jędrkowiak.
Pierwsze informacje o pomyśle uruchomienia Advertisers PL pojawiły się w ub. roku. – Chcemy zająć się m.in. sprawami optymalizacji kosztów, wskaźnikami ekonomicznymi, tworzeniem indeksów mówiących o tym, w którym obszarze koszty marketingowe są zbyt duże, a w którym racjonalne – zapewniał Roman Jędrkowiak.
Advertisers PL miał również dbać o etykę w branży, przeciwdziałać nierównościom na rynku (np. rozbieżnościom w wynagrodzeniach, jakie reklamodawcy płacą wykonawcom) oraz ustanawiać standardy w przetargach na obsługę budżetów reklamowych.
Roczna składka członkowska dla firm zarządzających budżetem reklamowym powyżej 30 mln zł brutto miała wynosić 40 tys. zł, a dla tych, których budżety wynoszą mniej 30 mln zł – 25 tys. zł.
Advertisers PL miało oficjalnie rozpocząć swoją działalność w wakacje. Do uruchomienia związku pracodawców potrzebnych było 10 członków, z informacji pomysłodawców wynikało, że chęć uczestnictwa w nowej organizacji zadeklarowało wstępnie kilka firm, m.in. BZ WBK, ING Bank Śląski, ING Usługi Finansowe, Liberty Direct, Play, PZU i TUI.
Dziś Szysz i Jędrkowiak oceniają, że pomysł zrodził się w naszych warunkach zbyt wcześnie – polski rynek okazał się jeszcze nie dojrzały na tego typu inicjatywę. – Na tym etapie jego rozwoju reklamodawcy nie dostrzegli potencjalnych korzyści z funkcjonowania w sformalizowanej organizacji. Jej siłą miała być odpowiednia ilość firm zrzeszonych i zainteresowanych wspólnym działaniem – dodaje Jędrkowiak. Celem pomysłodawców było zgromadzenie kilkudziesięciu marketerów.
– Jesteśmy zaskoczeni, że wiele firm nie widzi korzyści z uczestnictwa w związku, szczególnie w dobie postępujących regulacji dotyczących rynku reklamy, ograniczonej kreatywności polskiego rynku i skomplikowanej sytuacji w zakupie mediów. Najwyraźniej reklamodawcy w naszym kraju nie są wystarczająco dojrzali by współpracować i współdziałać w sprawach dla nich kluczowych, przy zachowaniu prawa konkurencji. Szczególnie, że tego rodzaju współpraca od lat istnieje po stronie agencji i właścicieli mediów – komentuje Rafał Szysz.