nowego centrum badawczego i ujawnił nową, chińską nazwę firmy.
Schmidt bronił wcześniejszej decyzji, o poddaniu serwisu Google przepisom chińskiej cenzury, co utrudnia internautom zza Wielkiego Muru wyszukiwanie nieocenzurowanych materiałów na temat m.in. Tybetu, demokracji czy sekty Falungong. – Wierzymy, że decyzja o przestrzeganiu chińskiego prawa była słuszna – powiedział Schmidt, dodając, że firma podjęła ją w służbie drugiego po USA największego na świecie rynku internetowego.
W połowie 2006 r. Google otworzy w Pekinie centrum badawcze, które zatrudni 150 osób, a w przyszłości „nawet tysiące” osób. Według zapowiedzi ma ono szybko przerosnąć europejski ośrodek Google w Zurychu.
Wśród planów Google wymienia m.in. wprowadzanie do internetu treści chińskich książek, a także tłumaczenie ich na angielski za pomocą oprogramowania do translacji.
Od środy witryna Google funkcjonuje w Państwie Środka pod chińską nazwą, która zgodnie ze zwyczajem wprowadzonym przez takie firmy jak Coca-Cola czy Yahoo! przypomina fonetycznie oryginał i budzi pozytywne skojarzenia.
Dwuznakową nazwę wymawianą po mandaryńsku „Gu ge” można przetłumaczyć jako „pieśń z doliny”, co zdaniem firmy ma wśród chińskich odbiorców budzić pozytywne skojarzenia z tradycyjnym życiem na wsi.